Bez względu na to, jak bardzo „wielkie umysły” kłócą się o to i badają sekretne głębiny kobiecych „wdzięków”, większość przedstawicieli płci pięknej od dawna wie, że punkt „G” („P”, „S”), czy jakkolwiek go nazwiesz, istnieje i ma te same współrzędne - górną ścianę pochwy i 3-5 cm od wejścia do niej pod kością łonową.
Powód jej nazwy również budzi wiele kontrowersji. Niektórzy twierdzą, że chodzi o G, jest to pierwsza litera nazwiska ginekologa Greffenberga, który to odkrył, inni, bardziej praktyczni, uważają, że dlatego, aby go znaleźć, trzeba zgiąć palce w formie łacińskiej litery „G”. Mówiąc obiektywnie, oba punkty widzenia mają prawo istnieć.
W każdym razie stymulacja punktu G, czyli tak niesamowicie erogennej strefy, może doprowadzić do orgazmu w ciągu kilku sekund, a można ją powtarzać dosłownie co minutę i towarzyszy jej wyzwolenie żeńskiego ejakulatu (wytrysk). Znalezienie punktu G podczas masturbacji jest dość trudne, a w przypadku partnera wymagana jest od niego pewna umiejętność. Dlatego najprostszym i optymalnym rozwiązaniem byłby zakup stymulatora punktu G o specjalnym zakrzywionym kształcie, a jeszcze lepiej - z funkcją wibracji.
Materiał przeznaczony jest wyłącznie dla osób pełnoletnich. Jakakolwiek aktywność intymna jest możliwa tylko za dobrowolną zgodą, komfortem i poszanowaniem granic partnera.