Cispłciowość to kolejne z najnudniejszych pojęć w terminologii seksualnej. Przecież osoba, która czuje się dobrze w swoim ciele, nie chce zmieniać płci, nosić wyzywających ubrań i bronić praw mniejszości seksualnych, jest wyjątkowo banalna i nieciekawa. Przecież cisgender oznacza pełną harmonię duszy, ciała i preferencji erotycznych, co już dawno straciło na wartości i nie budzi oddźwięku społecznego.
Ale tak naprawdę osoby cispłciowe można nazwać szczęśliwymi, bo dalekie są od obrony swoich praw płciowych, wiedzą dokładnie, do której toalety wejść i nikogo nie zawstydzić, wchodząc do sex shopu na pewno wiedzą, czy potrzebują masturbatora czy wibratora i jaką bieliznę erotyczną dać drugiej połówce, nie obraża ich to, jak się do nich zwracają - „facet” czy „dziewczyna”, chociaż ten ostatni może zapuścić brodę jak Hottabych, który nie tylko nie spełnia pragnień, ale też ich nie prowokuje.
Ogólnie rzecz biorąc, cisgender jest analogiem rasowego Aryjczyka wśród wszystkich seksuologów, psychologów i innych ekspertów od ludzkich dusz, w które nikt nie prosi ich, aby się zagłębiali, chyba że z własnej próżności.
Materiał przeznaczony jest wyłącznie dla osób pełnoletnich. Jakakolwiek aktywność intymna jest możliwa tylko za dobrowolną zgodą, komfortem i poszanowaniem granic partnera.